Devil’s Pool

Oddalone od dróg, ukryte gdzieś w polach, otoczone wysokimi trawami, miejsce do którego prowadziła jedynie piaszczysta droga, to właśnie był nasz lodge. To tu spędzaliśmy kolejną noc. Wchodząc na ogrodzony teren przywitał nas czarnoskóry, uroczy mężczyzna, który dbał o ład i porządek tego miejsca. Taki Pan zajmujący się zarówno sprzątaniem jak i pielęgnowaniem całego ogrodu. Bo trzeba przyznać, że w porównaniu do suszy którą widzieliśmy na trasie, roslinność była tu bardzo zadbana i stale nawadniana. Lodge należał do holenderskiego małżeństwa rencistów, którzy od zawsze pragnęli zamieszkać w Afryce.

Od razu się rozmarzyłam, myśląc sobie czego może człowiekowi więcej brakować do szczęścia. Też bym chętnie zamieszkała w takim miejscu.

Położone nad rzeką domki z bali, z zewnątrz wyglądały skromnie. Jednak, ku mojemu zdziwieniu nie były to zwykle domki, takie jak często spotykamy na polach kempingowych, uwierzcie mi to były mega ekskluzywne, pięknie urządzone wnętrza. Każdy z dużym tarasem i zapierajacym dech w piersiach widokiem.

My jednak skorzystaliśmy z tańszej opcji, którą były nasze mobilne namioty, ale też niczego sobie 🙂

Jedną z atrakcji tego miejsca był basen w rzece, w której pływały hipopotamy. W sumie trudno było nazwać to basenem, raczej zanurzoną w wodzie klatką z otaczającym ją małym pomostem. Bardzo się cieszyłam, że w tak upalny dzień mogliśmy bezpiecznie popływać w towarzystwie hipopotamów. Widzielismy je tylko przez chwilę, bo  większość czasu spędzały zanurzone pod wodą.  Jedynie w oddali, gdy na tafli wody nagle pojawiała się wielka plama było wiadomo, że jakiś hipcio minimalnie się wynurza. Wtedy wszyscy krzyczeli oooo tam, tam! Może to nawet lepiej, że nie obserwowałam ich z bliska.

 

 

Tego dnia czekała na nas jeszcze większa przygoda i basen do którego myślę, że nie każdy chciałby wskoczyć.

W parku narodowym Zambii na granicy z Zimbabwe, znajdują się jedne z największych i najpiękniejszych wodospadów na świecie, wodospady królowej Wiktorii, które odkrył David Livingstone. O strachu przed nimi sam również pisał:

„Podczołgawszy się w strachu do samej krawędzi, spojrzałem w głąb wielkiej szczeliny, która ciągnęła się w poprzek szerokiej Zambezi. Patrząc w przepaść, nie widzi się nic prócz gęstej białej chmury”.  

To właśnie tu dosłownie na krawędzi urwiska i wysokości około 110 metrów powstał naturalny „Diabelski basen”. Popływalibyście w takim basenie?

Jak dla mnie było to super przeżycie, chociaż na sam widok serce stanęło mi w gardle. Już  sama droga prowadzącą do tego kąpieliska przyprawiała mnie o dreszcze, po śliskich kamieniach była naprawdę trudna do przebycia. Później musieliśmy jeszcze tam dopłynąć. Oczywiście towarzyszył na przewodnik, więc wszystko było pod kontrolą. Do basenu należało wskoczyć, by się nie zranić schodząc po śliskich skałach. Myślałam, że to moja ostatnia chwila życia, jak mnie nie złapie to koniec!!!  Tego nie da się opisać jak się czujesz będąc na krawędzi, gdzie tuż obok prądy wody spadają w przepaść i myslisz że wystarczyłaby tylko chwila by znaleźć się tam na dole!  Naprawdę super doświadczenie!  Dodatkowo w basenie małe rybki umilają ci chwile skubiąc twoje stopy, taki fish pedicure, na początku można się nieźle przestraszyć.

To my w jacuzzi diabła

Takie „zaczarowane dmuchawce” rosną nad wodospadem.

 

 

 

 

Serie 881

Post Author: Paulina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may also like

„Wyprawa na Safari”

Wyprawa na Safari   Piękny wschód słońca, śniadanie na świeżym

„Antyczne, kryształowe”

Antyczne, kryształowe Wydawałoby się, że na południu Francji zawsze świeci

„Na placu pod Iglicą”

Na placu pod Iglicą W czasie mojego pobytu w Polsce

Blog