Tajemnicza Cambria

W drodze do San Francisco zatrzymaliśmy się w typowym amerykańskich motelu w małym miasteczku o nazwie Cambria. Oddalonym około 220 mil, czyli około  3,5 h od Los Angeles.

Cambria leży u wybrzeży Oceanu Spokojnego w pięknej dolinie, ukrytej wśród lasów sosnowych. To urocze miasteczko, poza sezonem turystycznym nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

 

Moonstone Beach

 

 

Hotel Bluebird Inn

 

Dla większości osób jest to raczej miejsce szybkiego postoju, gdzie można dość tanio znaleźć nocleg by odpocząć, a następnie ruszyć w dalszą drogę w kierunku Hearst Castle. My do Cambrii przyjechaliśmy około południa, na ulicach nie było widać mieszkańców, a bary i restauracje świeciły pustkami. Mimo tej spokojnej, a zarazem dziwnej atmosfery jaka tam panowała, byłam bardzo ciekawa tego tajemniczego miejsca.

Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że znaleźli się na planie westernu. Jak się później okazało wcale się nie myliłam. W Cambrii do dziś otwarty jest oryginalny bar, w którym dawniej można było spotkać prawdziwych kowbojów, Mozzi’s Saloon. Teraz nie było tu ani kowbojów, ani nikogo oprócz nas, przynajmniej tak mi się wydawało…
Wieczorem wybraliśmy się do jednego z tutejszych barów. Zaraz przy wejściu zaczepiła nas siedząca na tarasie starsza pani, która w samotności popijała piwo. Od razu rozpoznała że jesteśmy przyjezdni, zaprosiła nas do stolika i opowiedziała co nie co o tym miejscu. Miasteczko dawniej słynęło z rybołówstwa i kopalni rtęci. Później zajmowano się eksportem drewna oraz produktów mlecznych. W Cambrii do dziś zachowały się niegdyś wybudowane the Old Santa Rosa Church, the Squibb-Darke house, a nawet około stuletni Brambles, Santa Rosa School, the Hoosegow, the Gordon Howard Home i jako jeden z pierwszych powstałych w 1865 the Lull House, obecnie stanowiący cześć hotelu Bluebird Inn w którym nocowaliśmy.
W okresie letnim do Cambrii przyjeżdża wielu turystów, miejsce to cieszy się również popularnością wśród artystów.

Główna ulica przepełniona była antykwariatami. Jak tylko to zobaczyłam, pomyślałam ze znalazłam się w raju. Wszystko to co oferowali sprzedawcy zdecydowanie, różniło się od naszych europejskich antyków. Oczywiście można było znaleźć równie wyjątkowe meble i piękne przedmioty, jednak nie w tym tkwił problem. By zabrać je ze sobą do Francji,  potrzebowałabym chyba załadować cały kontener.

W miłym towarzystwie starszej pani wypiliśmy piwo i wysłuchaliśmy ciekawych opowieści o Cambrii. Wieczór był jeszcze wczesny, a my nie chcieliśmy tak szybko wracać do hotelu. W oddali słychać było muzykę, od razu postanowiliśmy sprawdzić to miejsce. Tak też trafiliśmy do restauracji na wzgórzu, gdzie na żywo mogliśmy posłuchać muzyki country.

Serie 881

Post Author: Paulina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may also like

„Wyprawa na Safari”

Wyprawa na Safari   Piękny wschód słońca, śniadanie na świeżym

„Antyczne, kryształowe”

Antyczne, kryształowe Wydawałoby się, że na południu Francji zawsze świeci

„Na placu pod Iglicą”

Na placu pod Iglicą W czasie mojego pobytu w Polsce

Blog