Shark Lady

Marzenia naprawdę się spełniają! Nie wystarczy tylko w to wierzyć, trzeba być pewnym swoich marzeń, a wszystko co sobie pomyślicie, któregoś dnia się wydarzy!

Jedno z moich największych marzeń spełniło się właśnie tego pięknego dnia na głębokich wodach oceanu w okolicach Kapsztadu.

RPA jest jednym z najlepszych miejsc na świecie do nurkowania z rekinami. To właśnie tam w małym mieście rybackim Gansbaai, każdego roku przyjeżdża tak wielu turystów by podziwiać żarłacze białe. Podobno miejsce to cieszy się większą popularnością niż Kruger Park.

Rekiny fascynowały mnie od zawsze. Dlaczego są to tak intrygujące nas stworzenia? Z jednej strony boimy się ich z drugiej podziwiamy je za ich zwinność, siłę oraz instynkt drapieżcy.

Choć o tych oceanicznych zabójcach słyszałam już tak wiele przerażających historii, tego dnia postanowiłam zaryzykować i nurkować w ich towarzystwie! Spotkać się z nimi w odległości dosłownie na wyciągnięcie ręki to nie lada wyzwanie i niesamowite doświadczenie!

Wstaliśmy bardzo wcześnie, ponieważ w Gansbaai musieliśmy być jeszcze o świcie. Z Kapsztadu były to około dwie godziny drogi autem.

Gdy dotarliśmy na miejsce właśnie wschodziło słońce, przepięknie unosząc się nad horyzontem. Mimo, że pogoda w ciągu dnia zapowiadała się być ładna, to poranek był chłodny i do tego wiał nieprzyjemny wiatr. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że zaraz będę musiała się rozebrać i wejść do wody.

Przed biurem, w który się zameldowaliśmy, stała zardzewiała klatka, nieco wgnieciona z boku. Pamiętam jak żartowaliśmy z Danym, że pewnie kiedyś właśnie takich używano do nurkowania.

Zanim wypłyneliśmy w morze, musieliśmy obowiązkowo przejść krótkie szkolenie z zasad bezpieczeństwa.  Tak więc przygotowani, lecz z mieszanymi uczuciami ruszyliśmy na spotkanie żarłaczy białych.

W porcie czekał statek, który miał nas zabrać na dwugodzinny rejs. Było nas około dwudziestu osób. Płynęliśmy w stronę miejsca zwanego „Aleją Rekinów”. Jest to niewielki kanał między wyspą Dyer i Geyser Rock, gdzie żyje około 60 tysięcy fok. Nie ma się więc co dziwić, że właśnie tam można podziwiać najwięcej żarłaczy białych.

W pewnej chwili głośne silniki statku zgasły i nastała przerażająca cisza. Wtedy rozbolał mnie brzuch, bo nie będę ukrywać, że bardzo się bałam. By zwabić rekiny nasz opiekun rzucał im zanętę. Było to coś w stylu zupy z rybich resztek. Na sam widok chciało mi się wymiotować.

My w tym czasie z zaciekawieniem wpatrywaliśmy się w spokojną wodę, wyczekując rekinów. Nad naszymi głowami krążyło stado głodnych mew. Cały ten spektakl trwał około dwudziestu minut. W oddali widać było inne statki i turystów, którzy wchodzili już do klatek. Nagle usłyszeliśmy krzyk opiekuna: patrzcie tam jest rekin!

Gdy tylko zobaczyłam kawałek trójkątnej płetwy rekina ludojada, zamarłam. Jeszcze bardziej przerażała mnie sama myśl, że za chwilkę mam przebrać się w strój nurka i wskakiwać do klatki. Modliłam się by nie wywołano nas na pierwszą turę. W międzyczasie dużo osób zrezygnowało z nurkowania. Sam widok zapewne przyprawił ich o dreszcze, dlatego postanowili obserwować żarłacze jedynie z pokładu.  Ja też bałam się okropnie ale nie miałam zamiaru się poddawać!

Pierwsi śmiałkowie, zamknięci w klatce zanurzali się pod wodę na każdy znak opiekuna, który krzyczał: rekin nadpływa z prawej strony! Nurkować!!! Uwaga rekin z lewej!!! Nie, nie, nie… chyba tam nie wejdę, myślałam.

Co najlepsze ! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczyłam, że była to ta sama mizerna klatka, z której wcześniej śmialiśmy się z Danym.

Przed nurkowaniem każdy z nas podpisywał dokument, w którym oświadczał, że wchodzi do wody na własne ryzyko. Super! Zaraz zeżre mnie rekin ale nikt mi nie pomoże, bo sama wyraziłam na to zgodę!

Przewodnik cały czas opowiadał nam o tych morskich drapieżnikach. Widać było, że są one jego wielką  pasją i z całym sercem oddaje się swojej pracy! Nasz głodny okaz, który krążył wokół klatki miał około pięciu metrów. Był po prostu wielki! W pewnym momencie rekin wypłynął nieco ponad powierzchnię wody. Próbował chwycić głowę ryby zaczepionej na haku liny, zobaczyliśmy wtedy jego wielką rozwartą paszczę z całą szczęką trójkątnych, ostrych zębów! Dokładnie jak z filmu Stevena Spielberga „Szczęki”!

Przyszła kolej na nas! Gdy zakładałam kombinezon i maskę, moje serce waliło jak szalone, a do głowy przychodziły mi jedynie myśli: możesz jeszcze zrezygnować! ?

Nie! Wchodzę! Woda była tak zimna (miała około dziewięciu stopni), że na początku nie mogłam złapać równomiernego oddechu. Nie wiedziałam czy panikuję czy naprawdę mam problem z oddychaniem i zaczynam się dusić. Ledwo słyszałam głos „Sharkmana”. Zaczęłam tłumaczyć sobie w głowie, że muszę się natychmiast uspokoić. Rekin nadpływa, nurkować!! Wpatrywałam się w mętną głębię, gdy nagle nie wiadomo skąd, pojawił się przede mną ten wielkolud. Było to nasze pierwsze spotkanie oko w oko. Nie mogłam już wytrzymać, tak się przeraziłam, że jedyne o czym marzyłam to jak najszybciej uciec z wody. On ciągle krążył  wokół nas i podpływały do klatki z każdej strony. Ze strachu nie wiem nawet, czy był to tylko jeden i ten sam, czy potem już kilka. Moim najwiekszym zmartwieniem było to, że nie dosiegałam do liny, zamocowanej na dole klatki, na której mieliśmy opierać stopy. Nogi cały czas wypływały mi poza metalowe szczeble!

Było to najwspanialsze doświadczenie móc znaleźć się tak blisko żarłaczy białych. Mimo swej niesprawiedliwej reputacji jaką zyskały przez lata, tym wielkim stworzeniom należy się zdecydowanie więcej szacunku. Warto też pamiętać, że rekiny nie polują na ludzi, a ich ataki w większości przypadków spowodowane są pomyłką. Wcale nie jesteśmy dla nich smacznym pożywieniem.

Ponad sześćdziesiąt milionów rekinów rocznie jest zabijanych przez ludzi. Większość z nich ginie w sieciach podczas połowów lub na rzecz trofeów sportowych. Jednak najbardziej smutne jest to, gdy rekiny trafiają w ręce kłusowników. Umierają one w okrutny sposób. Żyjącemu jeszcze rekinowi odcinana zostaje górna płetwa, a cała reszta ląduje z powrotem w wodzie, po czym zwierzę wykrwawia się na śmierć.

Wszystko tylko po to by przyrządzić „wykwintną zupę”!

Ludożercy? Przykre prawda…

Pocieszający jest jednak fakt, że z roku na rok rekiny otaczane są coraz większą ochroną, a handel ich płetwą w wielu krajach jest zabroniony!

 

 

 

Serie 881

Post Author: Paulina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may also like

Szlachcic z Lévignac

Szlachcic z Lévignac Niedziela to dzień kiedy muszę odwiedzić choć

Rajskie Safari Lodge

Rajskie Safari Lodge   Po całym dniu pełnym wrażeń, jedyne

„Wyprawa na Safari”

Wyprawa na Safari   Piękny wschód słońca, śniadanie na świeżym

Blog